– W sobotę szczęście zdecydowanie nam nie sprzyjało. Po błędzie przy zakładaniu kół nie miałem szans na lepszy wynik w kwalifikacjach. Słyszałem, że taka pomyłka przytrafiła się po raz pierwszy w historii serii. W wyścigu była szansa na odrobienie jeszcze większej części dystansu, jednak przez safety car straciłem trochę czasu i nie udało się dogonić podium –
wyjaśnia Karol Kręt.
– Nigdy wcześniej nie użądliła mnie osa, więc nie wiedzieliśmy, czy nie jestem uczulony. Próbowaliśmy wszystkiego, żeby zmniejszyć opuchliznę. Wpadłem nawet na pomysł, żeby założyć rękawiczkę zanim palec spuchnie i rozciąć ją, gdyby uciskała przed startem. Udało się wsiąść za kierownicę. Jechałem po wygraną, ale potem doszło do kolizji. To był zwariowany i pechowy weekend –
mówi kierowca Akademii ORLEN Team.
reklama

Komentarze (0)